Obiecałam sobie, że napiszę następną notkę jak dokona się jakiś istotny przełom w remoncie naszego domu. Miałam nadzieję, że stanie się to o wiele szybciej, jakieś 2-3 miesiące temu?

Nasze szczęście, że trafiliśmy na naprawdę świetnych fachowców. Do ich pracy nie mogę się przyczepić. Jednak czas w jakim się ta ich praca odbywała (nie wszystkich, jednych tylko, ale bardzo potrzebnych), był nie lada sprawdzianem mojej cierpliwości…

Od wczoraj piec ogrzewający całe mieszkanie śmiga aż miło. Kaloryfery dają z siebie wszystko, tynkowane ściany schną, wylane niedawno podłogi także. Komary, które przemyciły się z dworu, stały się bardziej ruchawe, i drepczą wesoło wokół kaloryfera w łazience.

Miło patrzeć przez okna na późnojesienny krajobraz. Szum palącego się drewna w piecu i wszechobecne ciepło sprawiają, że krew płynie w żyłach wolniej i można by tak jak w transie spędzić przy tym oknie lub patrząc się na płonące drewno cały dzień, a nawet całą zimę…

Jednak roboty jest co niemiara i… całe szczęście!

Ogrodziliśmy ponad 2ha na zimę dla koni. Będą też miały stały dostęp do stodoły i paśnika z sianem.

W stodole będą dostawać paszę treściwą, a przed nią będą mieć stały dostęp do wody.

Konie przyjadą już w tym tygodniu. Ależ będą mieć radość z eksplorowania terenu!

Ciekawe jak dogadają się z bobrami- tych aktywność ostatnio wzrosła. Pościnały nowe drzewa, ponadgryzały kolejne i zrobiły tamę na rzeczce.

Nie mogę się doczekać kiedy wreszcie tam zamieszkamy. Kiedy będzie można zacząć normalnie pracować. Życia na walizach mam już na wiele lat o ile nie na zawsze DOŚĆ.

Na razie walczę ze sobą by nie eksplodować, gdy jeszcze raz od kogoś usłyszę co powinnam jeszcze tam zrobić. Tzn. fajnie gdy ktoś coś poradzi, w szczególności takiego na co bym nie wpadła, ale… pierdyliard powinności, a moje moce przerobowe na tą chwilę niewielkie…

Zapomniałam, że miałam Wam przedstawić nasz nowy adres: to Jasieniec 24. Taka miejscowość z kategorii tych „uwielbianych” przez kurierów z racji rozwleczenia. Tenże Jasieniec okala miasto Trzciel.

Trzciel wydawał mi się kiedyś miejscowością nijaką, niczym  się niewyróżniającą, przez którą można tylko przejechać i nic poza tym.

Dziś raduję się spokojem tego miasteczka. Czas płynie tu jakoś wolniej, a ludzie których spotkałam byli mili. Nawet urzędnicy, z którymi miałam dotychczas do czynienia w Urzędzie Miasta!

Jest tu dużo starych budynków o ciekawej architekturze, które chcę sfotografować.

Cieszę się, że trafiliśmy właśnie tutaj.